Krok twój rześki
w powietrzu słonym
dzwoni jak w wierszu
moim asonans;
lecz nawet takim
jasnym i rześkim
krokiem nie ujdziesz
czasom bez pieśni;
choćby zuchwały
był pod kołyską
nosił twe ciało -
nie schroni przyszłość
od smutku tego
co za wodopój
ma nas i niebo.

Zostało dla mnie:
piórem jak skrzydłem
trawę, kwiat, kamień,
po których idziesz
głaskać i imię
dawać najczulsze
słowem, co minie,
słowem, co przyjdzie.


Niebo zmalałe w łunie
na ciebie i na mnie czeka
jak kubek srebrny u studni
albo o zmierzchu twa ręka.
Gdy ognia porusza kaskiem
błyszczącym i białym jak puzon,
serce jak światło na maszcie
w piersi kołysze się pustej.
Modlimy się dłonie łącząc
o pamięć otwartą jak pejzaż,
niech dźwiga nas dalej młodość,
choć z ognia, głodu, powietrza.
Kiedy ognista kropla
spłynie zachodem jak liściem,
niebo jak ścieżka ogrodu
wróci nas sercu i przyjmie.
Wtedy się łuna tętniąca
pod brwią nieruchomą przyśni
i sen jak głęboki krajobraz
piorun otworzy tygrysi.