Krok twój rześki
w powietrzu słonym
dzwoni jak w wierszu
moim asonans;
lecz nawet takim
jasnym i rześkim
krokiem nie ujdziesz
czasom bez pieśni;
choćby zuchwały
był pod kołyską
nosił twe ciało -
nie schroni przyszłość
od smutku tego
co za wodopój
ma nas i niebo.

Zostało dla mnie:
piórem jak skrzydłem
trawę, kwiat, kamień,
po których idziesz
głaskać i imię
dawać najczulsze
słowem, co minie,
słowem, co przyjdzie.


Mój sen śmiertelny ciałem spełniasz
i słowem płochym w śnie poczętym:
puszysta włosów twoich perła
jak promień krągły w pościel spływa,
gdzie dłoń pierzasta jak z igliwia
rozdziela cienie ciał od lęku.

Mówimy szeptem krwi łagodnej
słuchając w sobie: niech w nas płynie,
niech niesie - światło jak w roślinie
prześwietli serc planety małe
i obudzimy się słuchając
szelestu chmur i grania wody.

Bo tyle tylko jest w nas ciepła,
co dłoń zdziwiona objąć zdoła,
i trwogi tyle, co zakrzepła
wy ryj e w twarzy łza jak z ognia,
i głosu w nas, co wydać może
w kielichu warg języka ostrze.

Niech płynie w nas - mówimy jeszcze
ten szmer ciemności, póki księgę
obłoków wiatr przegina miękką.
Bo tyle tylko wiary w pieśni,
ile obrazu pod powieką
ziemi odbitej ostatecznie.