Pokrusz wątłe gałązki,
w których się wikłasz -
Z pejzażu małego jak okno
świergotem karmiąc dwie wąskie
stopy gołębie
wyjdzie starzec barwny jak witraż.
W brodzie wysnutej z wilgotnej głębi
ociekającej puszystym brzaskiem
przyniesie trzepot ruchliwy
ważek nadrzecznych i aster.
U warg zdziwionych i miękkich
zawiśnie dziecinny szczebiot,
kiedy ze ścieżek zaczerpie
oczu odjętych drzewom;
kiedy z powietrza dłonią omszałą
zerwie tę chwilę, w której się wikłasz,
usłyszysz znowu: za oknem gałąź
szumi mozolnie jak morska muszla.
- I będzie dłużej i będzie smutniej -
Starzec jak płatek z łatwej bibułki
sfrunie z pejzażu pod westchnieniem szybkim
i żal okrągło fioletem sukni
spłynie po rękach wiotszych od wiklin.
I sny wiązane na senną nić
będą opadać ku skroniom prędkim -
iść - żal,
żal iść -
Senne są stopy giętkie jak pręty,
przebyć nie mogą szeptu gałęzi - - -
źle iść,
żal.
Zamknij pejzaż jak okno ruchem uśpionej ręki,
do szeptu nachyl się czule - tak poznasz tę chwilę soczystą
i rozerwiesz korali sznurek, i odnajdziesz się w własnym uśmiechu
podwojona przez sen jak przez lustro.
Lecz się nie zjawi barwny starzec,
by zerwać dłonią omszałą
jeszcze raz, tę chwilę, w której się wikłasz.
Zostaw szumiącą gałąź
- najważniejsze dopiero się zdarzy -
pogubiły się korale lub zmieniły w witraż.
Jestem tutaj, ot, niedbały
pewnie, że większy od ważki, ale znikomy wobec
cienkiego dymu, co ma kształt zapałki
nad malinowym moim domem.
Za mną, nikłym, słońca pięta
tropi wiernie, i niebiosa
jak powieka odemknięta
kuszą smutnie, bym pozostał!
Próg mnie więzi, zwiera szczęki:
tylko tutaj - oznajmia - bądź
jak ja martwy i ciągle niewielki
choć i we mnie jest jasność i noc;
nie poradzisz rzeczy zuchwałej
kiedy serce trwożliwe kląska,
zostań, pozwól, niech kocha ciało,
choć grom jeszcze krwawe ma dziąsła
i uparcie innym nuci - lulaj;
lecz ty, popatrz - pogodne światła
nad planetą w istocie malutką
zataczają się sennie jak wiatrak.
Księżyc biały uderza skrzydłem
i dom jasny, w który patrzysz teraz
przywołuje: sen jest twą ojczyzną -
a najtrudniej sennemu umierać.